Ta witryna wykorzystuje pliki cookie, dowiedz się więcej Zgadzam się

Kącik Jerzego - Spotkania z winami szwajcarskiimi


 

Wina szwajcarskie nie są w Polsce zbyt znane, głównie dlatego, że je tutaj tak trudno spotkać.

Nie jest to zresztą zjawisko tylko polskie. Szwajcarzy absolutnie nie są zmotywowani aby to zmieniać. Wypijają oni dwa razy więcej wina niż produkują  a zazwyczaj preferują swoje własne produkty.  Z drugiej strony mają świetne tereny na winnice ale często są one trudne, bo wysokogórskie, co prowadzi do wysokich kosztów produkcji. Jeśli do tego dodać zawyżoną wartość franka szwajcarskiego, to nie powinno dziwić, że te wina nie są tanie.

Czy to wszystko oznacza, że nie warto się nimi interesować? Wręcz przeciwnie!!!

Tak się złożyło, że my zetknęliśmy się z winami szwajcarskimi wiele razy.  A nasze wrażenia są bardzo pozytywne i zachęcające. Nie mam tutaj zamiaru pisać jeszcze jednego przewodnika po winach szwajcarskich, przede wszystkim dlatego, że nie mam na to kwalifikacji. Pragnę tylko je zbliżyć opisując parę bezpośrednich z nimi spotkań.


Pierwsze takie spotkanie miało miejsce w rejonie Schaffhausen, blisko północnej granicy z Niemcami. Tego dnia wiele lokalnych winnic organizowało coroczne otwarte degustacje win przez siebie produkowanych (zawsze 1 maja) i my postanowiliśmy z tego skorzystać.

Spotkaliśmy się z bardzo miłym przyjęciem  i mieliśmy okazję popróbować wszystkiego co produkują. Białe wina okazały się poprawne, choć nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem najpopularniejszego tutaj szczepu Müller-Thurgau a słodkawe Rieslingi też mi nie pasują.

Prawdziwą ucztą natomiast była degustacja pionowa sztandarowego wina tego regionu czyli Spätburgunder-a (Pinot Noir).  Otwarto butelki tego samego wina z roczników od 2003 do 2013 i można je było swobodnie porównywać. Muszę wyznać, że rocznik 2013 słabo się nadawał do picia z powodu wielkiej chropowatości i dominującej kwasowości (nie był to dobry rok w tym regionie). Natomiast wino z roku 2003 było tak jedwabiste a jednocześnie głębokie, że natychmiast chcieliśmy je kupić, nie zważając na cenę. Niestety, a może na szczęście, okazało się, że mieli już tylko butelki biblioteczne, a więc nie na sprzedaż.

Była to dla nas ciekawa lekcja w temacie kapitalnego znaczenia warunków klimatycznych, jak również potencjału starzenia się Pinot Noir. Po zakończonej degustacji udaliśmy się jeszcze do pobliskich źródeł Renu, które stanowią nie byle jaką atrakcję i zawsze warte są polecenia.



szwajcaria_mapa_jurek magnify
Drugie spotkanie miało miejsce w najważniejszym dla szwajcarskiego wina regionie - Walezji czyli Valais. To tutaj na południowych stokach doliny Rodanu powstają najpotężniejsze wina szwajcarskie. Cóż to jest za sceneria, winnice są położone na bardzo stromych stokach, sięgających nawet 85% nachylenia, z pięknym widokiem na dolinę oraz zawsze białe szczyty wysokich Alp. Główną atrakcją dla osób zainteresowanych winem i tymi widokami jest trasa wycieczek pieszych lub rowerowych
o długości 66 km ciągnąca się na wysokości 450 do 800 metrów n.p.m. od Martigny (świetne muzea, szczególnie bardzo starych samochodów) aż do Leuk. My nie mieliśmy tyle czasu, żeby przejść ją całą ale wykorzystaliśmy najciekawszy chyba jej odcinek od Sierre do Salgesch. Polecamy tę wycieczkę wszystkim. Daje ona możliwość obejrzenia sobie jak winiarze mieszkają, jak pracują w winnicach i jakie piękne mają widoki. A jeśli ten spacer połączyć jeszcze ze zwiedzeniem muzeum wina w Salgesch i
Sierre i degustacją lokalnych win w restauracji i barze Château de Villa również w Sierre,  to …życie nigdy nie będzie już lepsze….

W trakcie tej degustacji nam najbardziej smakowały lokalne białe szczepy - Petite Arvine i Amigne. Były boskie!


Ostatnie spotkanie miało miejsce w Lucernie, gdzie pojechaliśmy w celu zwiedzania i dalszego zgłębiania prac Picasso.

Szczęśliwie natrafiliśmy na degustację win szwajcarskich odbywającą się na statku zacumowanym na jeziorze. Nie mogliśmy tego przegapić. Było tam obecnych wielu producentów wina z całej Szwajcarii. My skupialiśmy się głównie na winiarzach z
regionów francuskojęzycznych a szczególnie z Valais, jako że mieliśmy stamtąd tak wspaniałe wspomnienia. Próbowaliśmy wszystkiego co oni produkują a więc nie tylko Petite Arvine i Amigne ale też inne lokalne specjały jak Fendant (Chasselas), Humagne Blanc, a z czerwonych oczywiście Pinot Noir, Syrah and Gamay. Nie wszystkie były bardzo dobre, ale każdy  producent miał co najmniej jedno lub dwa wybitne wina. Nie mniejszą wartością tej imprezy była okazja do bardzo ciekawych rozmów z wieloma winiarzami. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że te degustacje odbywają się w różnych miejscowościach Szwajcarii, cyklicznie co roku, więc warto się o nie pytać (wstęp 10 franków).

Niestety nie zdążyliśmy jeszcze zaznajomić się z winami  z Ticino czyli z włoskiej części Szwajcarii ale mamy zamiar ten brak zlikwidować.

W konkluzji  gorąco zachęcam do spotkań z winami szwajcarskimi jak również do dzielenia się z nami wrażeniami z tych spotkań.


Notował Jerzy Pasula

Komentarze

Zaloguj się aby skomentować ten tekst

Zaloguj się do serwisu aby obserwować aktywność innych użytkowników i odbierać od nich wiadomości.