Nazywam się Tomasz, mam czterdzieści siedem lat i od dwudziestu dwóch lat pracuję jako nauczyciel historii w liceum w Radomiu. To brzmi jak zawód z powołania, ale prawda jest taka, że większość moich uczniów nie odróżnia Konstytucji 3 maja od bitwy pod Grunwaldem, a ja przez te wszystkie lata nauczyłem się jednego: jeśli chcesz przetrwać w szkole, musisz przestać się przejmować. Mam żonę, dwoje dzieci na studiach, kredyt na mieszkanie, którego nie spłacę do emerytury, i małego fiata, który ma więcej lat niż moja córka. Życie, o którym mówi się, że jest dobre, bo stabilne, a ja od jakiegoś czasu czuję, że to słowo jest tylko ładniejszą nazwą dla czegoś, co mnie powoli dusi. Człowiek w moim wieku nie powinien narzekać, bo mam przecież wszystko, czego potrzebuję, i tak sobie to powtarzam każdego ranka, kiedy patrzę w lustro i widzę faceta, który wygląda na starszego, niż się czuje.
Wszystko zaczęło się w czwartek, w drugim tygodniu ferii zimowych, kiedy żona pojechała do siostry do Rzeszowa, dzieci miały swoje plany, a ja zostałem sam w mieszkaniu z listą rzeczy, które miałem zrobić, i z absolutną pewnością, że nie zrobię żadnej z nich. Sprawdziłem dziennik, wystawiłem oceny, wypiłem kawę, zjadłem kanapkę i usiadłem przed komputerem, żeby poczytać o czymś, co nie miało nic wspólnego z pracą. Przeglądałem wiadomości, przewijałem portale, aż w końcu natrafiłem na coś, co nazywało się
epicstar pl i zatrzymałem się przy tym na dłużej, bo nie wyglądało to jak te wszystkie krzykliwe reklamy, które wyskakują człowiekowi w najmniej odpowiednim momencie. Wyglądało spokojnie. Prawie jak strona banku. I chyba właśnie ta spokojna powierzchowność mnie skusiła, bo byłem znudzony, samotny i miałem w kieszeni kartę, której i tak nie mogłem użyć w żaden sensowny sposób. Pomyślałem, że zobaczę, jak to działa, i zamknę po pięciu minutach. Nie zamknąłem.
Zarejestrowałem się bez przekonania, jakbym wypełniał formularz na poczcie. Wpłaciłem sto złotych, tylko po to, żeby zobaczyć, jak to działa, i przegrałem je w kwadrans, nie czując absolutnie nic. Żadnego dreszczu, żadnego żalu. Ot, sto złotych mniej, tyle co nic. Następnego dnia wróciłem, bo w mieszkaniu było pusto, żona miała wrócić dopiero w niedzielę, a ja nie miałem nic lepszego do roboty niż gapienie się w ekran. Wpłaciłem kolejne sto i tym razem coś się zmieniło. Trafiłem na grę, która miała prostą mechanikę, trzy bębny, kilka symboli, i po kilku kolejkach zobaczyłem, jak moje saldo rośnie z osiemdziesięciu złotych do trzystu czterdziestu. Wypłaciłem od razu, bez wahania, a pieniądze dotarły do banku następnego dnia rano. Pamiętam, że stałem wtedy w kuchni i sprawdzałem saldo na telefonie, a moja ręka drżała tak, jakby to była jakaś poważna sprawa. Trzysta czterdzieści złotych. Za jedno kliknięcie. Za coś, co zajęło mi może dziesięć minut, a co normalnie wymagałoby sprawdzenia stu dwudziestu prac domowych i wystawienia tylu samo ocen.
Trzeciego dnia postanowiłem zrobić coś, co wcześniej wydałoby mi się absurdalne. Nie sprawdziłem żadnych prac, nie przygotowałem lekcji, nie zrobiłem nic, co miałem na liście. Usiadłem przy komputerze, otworzyłem epicstar pl i wpłaciłem trzysta złotych. Nie miałem planu. Nie miałem strategii. Miałem tylko dziwne, niepokojące przeczucie, że coś się dzisiaj wydarzy, coś, czego nie potrafiłem nazwać, ale co czułem w palcach, kiedy dotykałem klawiatury. Pierwsze pół godziny było rozczarowujące. Straciłem dwieście złotych, potem kolejne pięćdziesiąt, a ja siedziałem i patrzyłem, jak moje pieniądze znikają, i powtarzałem sobie, że to koniec, że zamykam to wszystko i wracam do sprawdzania zeszytów. I wtedy, przy jednej z ostatnich kolejek, bębny zatrzymały się w układzie, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Na ekranie pojawiły się symbole, których nie znałem, a licznik w prawym górnym rogu zaczął rosnąć tak szybko, że nie nadążałem za nim wzrokiem. Sto złotych. Trzysta. Siedemset. Tysiąc czterysta. Siedziałem nieruchomo, z rękami na kolanach, i patrzyłem, jak moje saldo przekracza dwa tysiące, potem trzy, a ja nadal nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Wypłaciłem wszystko, co do grosza, i poszedłem do bankomatu na Rynku, żeby sprawdzić, czy to nie jakiś błąd systemu. Wpisałem PIN, wybrałem „sprawdź saldo”, a maszyna wyświetliła kwotę, która nie mieściła mi się w głowie. Stałem tam na mrozie, w kurtce narzuconej na domowy sweter, i patrzyłem na ekran, jakby to był żart, jakby ktoś gdzieś się pomylił i zaraz ktoś mnie zawoła i powie, że to pomyłka. Nikt nie zawołał. Pieniądze zostały na koncie. epicstar pl dało mi w jeden wieczór więcej, niż zarabiałem przez dwa miesiące pracy w szkole.
Nie wydałem tych pieniędzy od razu. Leżały na koncie przez tydzień, a ja codziennie rano sprawdzałem, czy nadal tam są, czy bank ich nie cofnął, czy to wszystko nie było jakimś snem, z którego zaraz się obudzę. Nie cofnął. W końcu zapłaciłem za kurs języka angielskiego, o którym marzyłem od lat, kupiłem nowy komputer, bo mój stary ledwo działał, i poszedłem z żoną na kolację do restauracji, w której nigdy wcześniej nie byliśmy, bo zawsze wydawało nam się, że to nie na naszą kieszeń. Nie powiedziałem jej, skąd mam te pieniądze. Powiedziałem, że dostałem zwrot z podatku, bo jakoś musiałem to wytłumaczyć, a ona nie drążyła tematu, bo chyba wyczuła, że nie chcę o tym mówić. Dziś, po kilku miesiącach, nadal czasem wracam do epicstar pl, ale już nie po to, żeby wygrywać. Wracam, żeby poczuć ten dreszcz, tę niepewność, to uczucie, że w zwykły czwartkowy wieczór, kiedy cały świat śpi, gdzieś w mojej kuchni otwierają się drzwi do miejsca, w którym wszystko jest możliwe. Nauczyłem się czegoś, czego nie nauczyłby mnie żaden kurs ani żadna książka. Nauczyłem się, że czasem warto zaryzykować, że poukładane życie nie musi być jedyną opcją, i że przypadkowa decyzja, podjęta w nudny czwartkowy wieczór, może zmienić wszystko. A bankomat na Rynku do dziś wyświetla mi tę samą kwotę, ilekroć sprawdzam saldo, i za każdym razem, kiedy tam przechodzę, uśmiecham się pod nosem, jakbym miał sekret, o którym nie wie nikt oprócz mnie.